wpisz
zajrzyj




Tam chodzę :)
DEAF :D
ONSI
Kurnik :D

ONI też blogują
Siostrzeniec :D
Piotruś Pan
Billofilek
CODAczka
Seriana
W świecie Głuchych
Molly
Juba
Siostra :D




2009
luty
styczeń
2008
listopad
październik
lipiec
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
luty















wykorzystano fotografie Eda Freemana

słowa piosenki Myslovitz

szablon
malowanyblog

Niby refleksja...

 

Myśli mi śmigają w zastraszającym tempie, jedno po drugim i się nie ogarniam, eee… Raz to sobie pluję w brodę, że bloga w ogóle założyłam, innym razem, że to fajnie czasem coś pobazgrolić, hehe :P


Już końcówka lutego, lada moment i mamy marzec.. To już? Jak błyskawicznie te 2 miesiące zleciały.. Wydawało mi się, że czas wlecze się niemiłosiernie, ale kiedy z boku tak zerknęłam.. No nie, niemożliwe ! A jednak?.. Jeszcze tak niedawno był Sylwester, a już po Walentynach, po ostatkach, Popielec był kilka dni temu.. LOL.
Sylwester... yh..
Nie powiem, ostatnie dni starego roku spędziłam w górach. Po raz pierwszy na nartach sobie pojeździłam. Nie uniknęłam stłuczek kolanopupoklatkopiersiogłowo :P nie, siniaków nie zarobiłam, ale lekkiego szoku doznałam, a doznałam.. I nigdy, ale to przenigdy więcej nie wybiorę sobie DUŻEGO wyciągu !! A cholera z tym.. Cud, że nie połamałam sobie kości !! Nie zliczę, ileż to razy podczas jazdy narty mi odpadły, ileż to razy podczas przewrotki czapka z głowy mi spadła, ileż to razy okulary wyfrunęły :P jejaa.. jak chcecie samobója popełnić, to polecam ten przeklęty duży wyciąg :P dla początkujących w sam raz :P (jak się wprawię to może zmienię zdanie na ten temat, ale póki co, wiecie :P) natomiast na małym wyciągu było super :D luzik i spokój, i serce nie biło ze strachu aż tak :P Zima w górach wygląda pięknie :) trzeba by się znów tam wybrać, może za rok, i najlepiej z własnym sprzętem oraz w dobrze dobranym towarzystwie :D nie pytajcie czy towarzystwo było super :P odkąd pamiętam, gdziekolwiek się nie wybrałam, na jakich wycieczkach czy zlotach nie byłam, grupki zawsze były, są i będą się tworzyć. Nie ma takiej do końca jednej ‘wspólnej’, gdzie wszyscy razem się bawimy, idziemy tam, jedziemy tam, wybieramy się tam. Raz może nam się trafiło w większym gronie bawić, na basenie, ale.. to też nie wszyscy mieli chęć, yh.. Trochę szkoda, no ale cóż..
A sam Sylwester?.. Hm.. krótko mówiąc ‘może być’, a mogło być lepiej. Czasem na pewne zdarzenia nie mamy po prostu wpływu. Akurat w ten feralny dzień dopadła mnie lekka depresja. Za bardzo uwierzyłam w coś, za bardzo wyobraziłam coś, zbyt ślepo zaufałam w coś, stąd wyszedł obraz taki jaki wyszedł…
Niemniej jednak, po upływie takiego dwumiesięcznego czasu, uważam, ze sam pobyt tam był fajny. Szkoda tylko, że nie zawsze udawało mi się odstawić pewnych myśli na bok, skupiłam się na rozczarowaniu, na jakie tam napotkałam, skupiłam się na tzw. ‘bólu’ wewnętrznym i nie skorzystałam z pełnej frajdy, jakie dały same góry, sama obecność tamtejszej zimy, i sami ludzie.. Ba ! Był nawet taki moment, ze chciałam to wszystko zostawić i jechać do domu.
Hm.. A może właśnie tak miało być? Takie niby ‘przejrzenie na oczy’?

„Wszystko co się nam przytrafia, dzieje się zawsze z jakiegoś powodu…”

Nie bez kozery cytat jest trafiony. Los nie życzy nam dobrze ani źle. Cokolwiek się odbywa ma swój czas i swoje miejsce, taka kolej rzeczy, bo tak to właśnie działa, naturalnym torem. Wydarzenia jakie się odbywają w naszym życiu, bez względu na to czy decyzje jakie podjęliśmy, były słuszne czy nie, też mają swój powód. Bywa też tak, że cokolwiek się nie zrobi, i tak jest źle i tak, a zdecydować trza, więc cóż począć? Nic nie dzieje się bez przyczyny. A wszystko ma swoje wyjaśnienie. Widocznie tak musiało być. Nie wiem czy to takie tzw. ‘przeznaczenie’, nie wiem, bo osobiście w przeznaczenia nie bardzo chcę wierzyć. Ale coś jest na rzeczy. Ludzie ludziom ‘gotują’ taki los. A potem masz Ci atrakcję, i przejdź przez to, yh..
To, jakie mamy życie i jak się nam kształtuje, to zasługa tylko i wyłącznie nas samych. Nas – ludzi. Nie żadnych tam duchów, widzimisiowatych upiorów, wymyślonych aniołów, palca boskiego , czy co tam jeszcze innego nadprzyrodzonego, co mi siłą rzeczy próbowali niektórzy wmówić :P Aniołami, dla mnie, są ludzie, którzy z własnej nieprzymuszonej woli wyciągają dłoń do drugiego człowieka i są w stanie pomóc na tyle na ile potrafią. Bez przymusu, nie dla ‘oka ludzkiego’, żeby ‘inni widzieli jaki to ja dobry człek i chwalcie mnie’. Nie. Ot tak, po prostu, bez żadnego chciwego ‘coś za coś’, po prostu, bo chcą, bo idą za głosem serca, bo czują taką potrzebę. To są dla mnie Anioły, a nie jakieś duchy ze skrzydłami :P I nie mówię to o akcjach charytatywnych. Ten szum medialny, gdzie przykrywką jest ‘dobroczynność’ zostawiam ‘gwiazdom’, niech se działają, nie mnie oceniać, kto robi na pokaz a kto nie, nic mi do tego.
No ale do rzeczy. Do czego zmierzałam z tym cytatem, hm.. ostatnie miesiące, jak tak pomyślę, to yh..
Ludzie przychodzą i odchodzą. Zostawiają po sobie jakiś ślad, jakąś cząstkę Siebie. Sprawiają, że dla nich i przez nich, jesteśmy w stanie podążyć w innym kierunku, niż wcześniej zaplanowaliśmy, o ile było cokolwiek ‘na przyszłość’ planowane. Ja miałam taki okres, że chciałam coś ‘zmienić’ na większą skalę, pójść za głosem serca. Zmienić coś – zmieniłam, ale rzucić – nie rzuciłam. Lepiej żałować, że się coś spróbowało, niż żałować, że się czegoś nie spróbowało..
Generalnie niczego, co w swoim życiu zrobiłam nie żałowałam, i nie żałuję, ani tych złych momentów, ani tych dobrych. Zarówno tych podjętych kroków jak i też nie. Kosztem czegoś. Kosztem moim. Mimo to. Niemniej jednak wszystko jest po COŚ. Gdyby człowiek miał wszystko z górki, nie byłby tym kim jest, nie doceniłby tego co ma, i nie wiedziałby jak smakuje życie.

Ot, samo życie.. To tylko podróż. Jesteśmy przecież wędrowcami i poszukiwaczami celu..

Hm.. kiedyś chyba się rozpisze bardziej na ten temat :>


*******

Niby wszystko wróciło do normy. Chociaż z pozoru..
Pojawia się na nowo mur w innej postaci. Cegiełka po cegiełce sama się dokłada, nieproszona. W niej część doświadczenia, część przeżyć, część myśli, część ‘istnienia’ i ‘nieistnienia’, część wszystkiego..
Wciąż nadzieję mam, co nie przeszkadza zachować dystans i pozorną obojętność..

Oraz czujność…


misiakowna 2009-02-28 22:07:13 skomentuj (3)
...nic, a jednak coś..

 

Nie wiem od czego zacząć. "Najlepiej od początku" - takie pewnie hasło bym otrzymała bez wątpienia. Taaa, tyle, ze tu, niestety, się koło zamyka, bo ja nawet nie wiem, gdzie jest ten początek.. Sklecić zdania nie potrafię w tej chwili. Ubrać w odpowiednie słowa, do dekoracji brak chęci... Może przyjdzie w miarę pisania, może.. nie wiem. Wiem tylko, ze muszę przelać targające mną emocje, myśli, uczucia tu... nawet jeśli poleci tylko samą aluzją, filozofią, i będzie niezrozumiała, prawie jak bełkot. Mało istotne w jakiej formie to przejdzie. Byle jakoś to z Siebie wyrzucić.. Byle jakoś ulżyć..


Coś się wydarzyło. Jakieś poruszenie nastąpiło. Struny grają.. Cieszyć się czy płakać? - nie wiadomo. Albo jedno i drugie naraz.
A grają pięknie.. Bardzo.
Istota bólu jest nieodłącznym elementem tej muzyki, jego odkrycie przyszło duzo później, dlatego jest wystawiona na próbę.. 
Choć grają tylko do połowy, ich melodia jest fascynująca.. W pełnej wersji byłaby pewnie jeszcze piękniejsza...

Fakt, że stoi na niepewnym gruncie, i nie wie w którą stronę się przechylić, jest nieznośna, dobijająca. Bo czy sznurek zostanie pociągniety? A moze spuszczony, i zostanie to wszystko rozsypane na małe, drobniusieńkie kawalątki?..
Niepewność przytłacza..

Opcję, a owszem, się zakłada. Na to pierwsze nie przygotowuję się specjalnie, wszak zaistniałby wtedy miód. Na to drugie trza, oj trza.. Jest ważniejsze. I mi nie obce. A przecież 'nic nie boli tak jak życie', ze tak się ujmuje metaforycznie, przenośnie, czy jak to tam zwał.

Ot, dygresja..
Życie?.. Ból?.. Hm.. To ludzie ludziom je sprawiają, a potem roszczą pretensje, ze to życie jest okrutne. A kto pisze taki a taki scenariusz, jak nie sami ludzie?

...po każdym dniu trzeba postawić kropkę, przewrócić kartkę i zacząć od nowa...

Wystąpiła gra emocji. Przechył to w tą to w tamtą stronę.
Gra pozorów zaistniała.
Ot, fałszywa radość życia.
Rutyna chyba miejsce zagrzeje. Znów. A wraz z nim trans, obojętność, kamuflaż i poczucie 'nieistnienia' w tym wszechogarniającym świecie.

I krok w krok dreptać będzie nadzieja..


Pustka.
Sercu daję spokój.
Duszy też
Rozumowi również.
Właściwie, to wszystkim dam odsapnąć.


Nie chcę na razie już nic czuć.
Chcę tylko spokoju.
I odpowiedzi na najważniejsze pytanie..

Krytyka spływa po mnie.
Nie ufam na razie nikomu, poza wyjątkami.
Pozwalam sobie płynąć. Tak po prostu, bez wysiłku.


I czekam...

 


misiakowna 2009-01-11 23:07:54 skomentuj (1)
Regaty :)

Obiecałam Pewnej Osobie, że... Hm.. Przesada. No, moze nie tyle obiecałam, i nie tyle dałam słowo, ani tez nie tyle przyrzekłam, aczkolwiek i nie zapewniłam, ale postarać się miałam, iż na temat wydarzenia 'wietrznego' skrobnę parę słów ;) Zresztą, już mam watpliwości, czy przypadkiem czyjaś prośba nie jest efektem mojej wyobraźni? Bo moze tej prośby nie było? Pamięć zawodzi? :P

Niemniej jednak, opowiedzieć w końcu dobrze by było, no nie? ;P wiem, ze minął już miesiąc od tej atrakcji, i jest "po fakcie", ale przypomnieć nie zaszkodzi :P


Któregoś tam zwykłego dnia wyskoczył Haffk z informacją/propozycją wyjazdu na regaty, i... tak jakos nie bardzo mi się z początku chciało, abo to początek jesieni abo to zimno, abo to wariactwo, szaleństwo pchać się do wody w taka porę roku, i tak dalej. Mam tendencje do chorowania w taką porę i takie skoki temperatury mocno sie odbijają na mnie, wiec chyba logiczne, ze bardziej skupiałam uwagę na efekt swojego stanu jaki bedzie po tym wszystkim niż możliwość przeżycia "ekstremalnych" podmuchów wiatru :P (ale to tak swoją drogą :P) Priorytetem był fakt, iż na te zawody wybierali sie oprócz Niego również Gniewuś, Tomcio i Bartosz. Zastrzegłam sobie, ze będe tylko obserwatorem, i ku mojemu szczęsciu i uciesze, nie było przeszkód. Tym bardziej frajdę mi zapewnił sam Bartosz, abo to dlatego, no bo wiecie, ten tego.. Przywiózł swój megaapart i zgodził sie bym sobie pofociła, popstrykała, namacała to cudo technologii, mmm... :D

W dniu wyjazdu miałam niemałe utrudnienia, jak na ironię, i już byłam prawie pewna, ze nie pojadę. Raz - że w pracy nie chcieli mnie puścić; dwa - że autobusy jeździły jak chciały, nic nie było na czas (co nie powinnam się dziwić, bo to piątek, już srodek popołudnia i co gorsza, poczatek weekendu); a 3 - (to już moja wina :P) nie spakowałam sie :P choć byłam niemal pewna, ze zdąże ze wszystkim. Kicha wyszła :P I w efekcie pojechałam tym późniejszym pociagiem do stoolicy, ale pojechałam. I zadowolona, z optymistycznym nastawieniem, że Chłopaki na miejscu bedą, mnie odbiorą i zacznie się jazda bez trzymanki :P A gdzie tam ! Dopełnili mi tylko atrakcję całego dnia :P i to ja musiałam na nich czekac, mimo, iż oni nogą stapali po tej stolicy już kilka godzin wcześniej. I to ja musiałam do nich przyjść a nie oni do mnie :P Atrakcja wprost radująca :P Nie spodziewałam się zobaczyć Katlinki, jakież było moje zaskoczenie :) (byłyśmy na obozie w Jarkowicach, tam ją poznałam - jeśli czytasz, pozdrawiam :)) maleńkie zamieszanie na Dworcu było, ale potem zjawił sie Ahoy i ruszlismy do samochodu. I znów niespodzianka, tym razem był widok Asi.. WOW! :D (serdecznie Cię pozdrawiam, jesli i Ty również natknęłas sie na ten referacik :P) a szokiem był widok motorówki przyczepionej do minibusa :P Yh.. za dużo wrażeń naraz :P niby nie powinno było mnie to dziwić, ale no natknęłam sie pierwszy raz na to, także chyba to rozumiecie :P a jak nie, to tez dobrze :P chwilę później nastąpił moment ładowania swoich plecaków i toreb do pojazdu. Jednak zanim w końcu ruszyliśmy, to wcisnął mnie Ahoy między jakąś wielką torbą, jakimś bakiem, (co tam jeszcze było? rurki? :P) a Katlinką, także we dwie nieźle się ścisnęłyśmy przez całą drogę, na 1,5 siedzeniu, haha :P na pytanie 'dlaczego?' - 'bo Wy chude' yh :| no weźcie, ludzie... nie wykorzystujcie szczypłych ludzi do granic mozliwości :P po drodze się to i owo zatankowało, a że przy zakrętach jedna do drugiej się kleiła, to nie wspomnę :P momentami miałam wrażenie, ze swoim ciałem współpasażerkę wyrzucę na drodze, tak się kurczowo trzymała, hehe :P i dojechalismy na miejsce :) wokół panowała ciemnośc, więc praktycznie nic nie można było zobaczyć, jedynie oświetlony budynek, w którym mieliśmy przez 2 noce nocować. Wnętrze budynku było ładne, schludne, zadbane i takie nowoczesne :) z poczatku małe zamieszanie było, jak to zazwyczaj bywa, kto gdzie miał spać, mnie tam było wszystko jedno czy z samymi kobietami mam spać, czy również i z chłopakami. Byleby łóżko było wygodne :P a i tak wyszło na to, ze spałam w pokoju ze Swoimi ;) (bez skojarzeń, prosze, każdy na swoim, jakby co :P) można się domysleć jak wyglądała pierwsza noc, prawda? :P każdy (no dobra, większosć :P) chciał się nacieszyć osobami, które były. Tylko wiecie co? Korytarz jak korytarz, wygladał w porzadku, ale to tak fajnie wyglądało, przynajmniej od mojej strony, kiedy wokół ludzie chodzili, przechodzili, czasem się tam Kogoś poszturchneło, chcący i niechcący, uszczypliwie, zartobliwie. A wsród takiego zgiełku stała sobie dwójka ludzi, jeden przy jednej ścianie, drugi przy drugiej, naprzeciwko, nie wiem, moze z odległośi 2-3 metrów i wymieniała sobie parę słów, parę ukradkowych spojrzeń, wyrazy zaskoczenia, zdziwienia.. To było fajne :)

Przyszła sobota, pobudka, myju myju, i zaraz potem miało być śniadanie. Podołączala sie do grupy reszta uczestników mieszkajaca blizej Wawki. Tego dnia było jakoś tak pochmurno.. Troszkę sie postało na dworze, pozartowało, pośmiało. Nastąpiła selekcja, podział grup i ruszyliśmy na śniadanie. Pomijam jak ono wygladało, ale się coś zjadło :P jakiś czas później był początek zawodów. Siedziałam na łódce sedziowskiej, wiec miałam lepszy widok na to wszystko. A w zawodach udział brały różne łódki, nie potrafię nawet podac dokładnie ich nazwy :P Jedynie tylko pucki i omegi :P Nasi pływali puckami :) świetne to było :D widok niesamowity, zwłaszcza, ze strasznie duzo różnych łódek między sobą się przemieszczała :D zawody zaczęły się o 11ej i były tylko 2 okrązenia, z racji tego, ze po drugim okrążeniu słaby wiaterek był. Słaby dla żagli, ale nie dla mnie, bo ja to nieźle zdązyłam zmarznąć ! :| a zatem koniec zawodów, i powrót do portu... puckiem :P jakiś czas później obiadek, na którego tez trza było długo czekać i był jakis taki... nie-obiad :| no to większość zdecydowała się ruszyć w poszukiwaniu porzadnego jedzenia. Po troszkę trudnych poszukiwaniach trafiliśmy na pizzerię, oni już tam byli :) pojadło sie, wyszło i wróciło do moteliku (tak się chyba nazywa? :>) :) a tam dostało się informację, ze... zaraz kolacja :P no nie... :P poszło się :P troszke sie potorturowali ludzie :P a wieczorem znów 'balanga' :P i znów podobna sytuacja jak poprzedniego dnia (wieczora?:P), na korytarzu zalatanie :) pomijam, ze prąd gdzieniegdzie wysiadł, światłami się ludzie pobawili 'zapal-gaś-zapal-gaś' :P jednak moment z zeszłego dnia już nie był ten sam. Już nie wyczuwałam tej magii, moze czegoś zabrakło, a moze to pierwsze wrazenie sprawiło, ze chwila 'pierwsza' była dla mnie fantastyczna. Nie wiem, niemniej jednak to nie było to samo. Ludzie popili sobie, poswietowali, uczcili i poleźli spać :P

Pobudka w niedzielę 'prawie' taka sama :P ale tym razem przywitało nas piękne błękitne niebo i słoneczko :) Początek dnia sprawiał prześliczne wrażenie, i ten urok.. a w oddali jezioro :) Sniadanie już było normalne :P poczatek wyścigu miał być o 10ej, a ze wiatr był na razie słaby, to przełozono na pół godziny później. I się wyścig zaczął, wiatr w zagle i do boju :) miałam wrażenie, ze łódek było troszkę mniej niż poprzedniego dnia, ale to moze tylko takie moje mylne spostrzezenie ;) Widok też i tym razem był niesamowity. Piękny urok całego obrazka dodał fakt, iż słoneczko świeciło :) wiatr musiał być dobry, bo aż 3 okrazenia były :) w tym czasie, Haffk zdązył sobie sie wykąpać w jeziorze :P Po zakończeniu wyścigów, przejechałam się troszkę na motorówce, i... się troszke bałam, czy mnie przypadkiem nie wyrzuci do wody, takie zakręty... i taka prędkość :| ale nie wyrzuciło, dopnęłam portu cała i zdrowa :P jakiś czas później ogłoszenie wyników i powrót do domu..

Popstrykałam sobie fotki, wrażenia niesamowite również i od tej strony były :D Nie żałuję, że nie byłam uczestniczką zawodów. Niezmiernie się ciesze, ze byłam tylko i wyłącznie obserwatorem tego wszystkiego :) I co najwazniejsze, mogłam sobie korzystać z chwil bycia fotografką :P (nieważne, ze zdjecia wyszły różnie :P) Dziekuję Bartoszku za podarowanie mi takiej mozliwosci <przytul> :D

No i dziekuję Ahoyowi, że pozwolił mi być w tych dniach :*

A Swoim Chłopakom, za to ze byli, hug :*

Pozdrawiam uczestników tejże atrakcji. I za tworzenie miłej atmosfery :P

Ahoj !

PS. I cieszę się, że wzięłam termos. Ot co ! :P a tak się ze mnie śmiali :P (co poniektórzy po zawodach do termosa lgnęli jak rzepy do psiego ogona :P)

misiakowna 2008-11-09 19:55:35 skomentuj (2)
Prawda ?...

Z każdym nowym doświadczeniem,
które sprawia, że nie boisz się swoim lękom spojrzeć prosto w twarz,
zdobywasz siłę, odwagę i pewnosć siebie.
Możesz wówczas powiedzieć sobie:
"Przeżyłam ten horror. Teraz mogę zająć się następną sprawą"


...


*******

Żyję,
Nie martwcie się :)
:*


misiakowna 2008-10-25 17:46:02 skomentuj (0)
Wyszłam

Zaraz wracam.

misiakowna 2008-07-26 14:44:35 skomentuj (0)
GMG - Głusi Mają Głos

Konferencja, konferencja i... już po Konferencji...
Pozostały emocje, niesamowite wrażenia, które się mnie trzymały... do czasu...

Dzień przed Konferką.
Niesamowite to było, bo emocje już przed TYM Dniem zaczęły wszystkim doskwierać. Wyrażnie dało sie to odczuć na Deafie, i te odliczanki.. :D Gdzieś tam w różnych miastach ludzie dopiero co powyjeżdżali z domów i byli w drodze.. Takim to było dobrze, ajaj :P ja z wrazenia zasnąć nie mogłam, a jak już zasypiałam, to co chwila się budziłam i zerkałam na zegarek, haha, żeby nie przegapić niczego. A trzeba przyznac, ze mam tendencje do zaspania się :P No ale na moje szczęscie, wstałam na czas. Ha ! :D

Dzień Konferki. 8 marzec.
Małe było opóźnienie z wyjazdem, jakieś... 30 min :P grunt, ze bylismy w IG na czas :) dotarliśmy równo o 9ej :P przed Instytutem na fajczeniu spotkałam Olkęę, Jubę, Molly, Szwagiereczka i.. Patcha (pierwsze wrażenie "yy.. Jaki on wielki" :O haha :P) uściskaliśmy się z nimi i chwilę potem wlazłam do budynku, no a tam zapisy dopiero co się zaczynały. Wręczono identyfkatory i każdy kto chciał sie podpisywał wg własnego uznania, jedni imiona tam uwidaczniali, inni nicki, a jeszcze inni z samym identyfikatorem latali a na nim logo IPJM :P
Wchodzimy dalej do auli, widać tablicę, a na niej wyryte słowa niebieskimi (turkusowymi?) rzymskimi literami "GŁUSI MAJĄ GŁOS" PRZEBUDZENIE.
Na krzesłach uczestnicy już siedzieli, od starszego rocznika az po młodsze. Fajny to był widok... :D Magia wisiała w powietrzu..

No i się zaczyna, tak przez wszystkich uczestników upragniona dwudniowa Konferencja... :D

Program wygladał następująco (pomijam godziny i przerwy)
8 marca:
mgr Karolina Rosik "Krótki opis filmu o rewolucji w Gallaudecie - film "Rewolucja w Gallaudecie"
dr Piotr Tomaszewski "PJM - mity i fakty"
mgr Małgorzata Czajkowska-Kisil "Badania nad językiem migowym na UW"
mgr Monika Grabowska-Dobrowolska "PJM a SJM w edukacji głuchych"
mgr Agnieszka Klimczewska "Co Głusi wiedzą o swoim języku?"
mgr Anna Gronowska "Język migowy - edukacja małego dziecka głuchego na przykładzie Wielkiej Brytanii"
mgr Magdalena Bielak "Poezja w PJM"
Agnieszka Grzymska "Metafory w PJM"
mgr Marek Lasecki "Galeria IG"
Małgorzata Bielak "Savoir-vivre u Głuchych"
dyskusja


Konferencję otworzył a zarazem powitał Nas dr Piotr Tomaszewski. Jego PJM.. iście zajebisty jest. Taki elastyczny, płynny.. Mmm, w jego Jezyku można sie rozpłynąć. On w Nim po prostu tańczył ! Jestem jedną z tych, co utopiła się w zachwycie..

Trudno powiedzieć, który wykład był najciekawszy. Wprawdzie większość z prelegentów przedstawiała swój temat z sercem, zapałem i taką żywiołowością, że docierał do Nas każdy nawet najmniejszy skrawek informacji.

W filmie "Rewolucja w Gallaudecie" pokazano jak Głusi w swoim kraju walczyli o swój język, o godność, o uznanie ich za mniejszosć kulturowo-językową.

Dr Piotr Tomaszewski przedstawił nam co jest faktem w PJM. M.in. nadmienił że ten język nie jest językiem ubogim; ze cały czas się rozwija; ma bardzo złozoną gramatyke, ale POPRAWNĄ (dla porównania przedstawił gramatykę angielską, gdzie w tej gramatyce nie ma poprawnej kolejności tak jak to ma zwyczaj gramatyka polska) i dlatego też dla Słyszących PJM jest chaotyczny, co nie znaczy, że posiada niski prestiż. Przedstawił też, co jest mitem, m.in. że "SJM jest nowoczesny, a PJM przestarzały" (dla porównania dał przykład: białogłowa - kobieta; sierce - serce, gdzie białogłowa i sierce to słowa przestarzałe, a z kolei kobieta i serce to słowa nowoczesne); że "PJM jest dla mało inteligentnych a SJM dla bardziej wykształconych, tych, którzy potrafią pisać poprawnie po polsku" (kiedy tymczasem posługujacy się PJM nie potrafią <czyżby?!>) i wiele innych przykładów porównawczych. Przedstawił również różnice jak się miga w SJM dane słowo a jak w PJM (choćby np. "pogotowie" <moje ulubione słowo w wersji docinkowej, odkąd ukończyłam kurs SJM [dobrze, ze tylko 1 stopnia] :P>) "Pogotowie" w PJM miga się w ten sposób: w obu dloniach wysunięte są palce wskazujące w stronę sufitu, reszta zaciśnięta i robią troszeczkę ponad głowę, w powietrzu kółko (prawda, że logiczne?), kiedy tymczasem w SJM jest to "trąbka + natychmiast" (co u licha ma trąbka do sygnalizacji? tak jak co ma piernik do wiatraka?!).

Z kolei mgr Monika Grabowska-Dobrowolska wyjaśniła, jak wygląda sprawa, kiedy do IG trafiają Dzieci Głuche, które nie nabyły swojego języka (na ogół są to przypadki Dzieci, majacych Rodziców Słyszacych). Sprawa wygląda zupełnie inaczej, gdzy trafiają tam Dzieci Głuche, które mają Rodziców Głuchych - one JUŻ mają język nabyty (ponieważ przekazany został przez Rodziców Głuchych, ktorzy sami posiadają PJM), z czym nauka idzie im znacznie szybciej. Początkowa nauka tych Dzieci zaczyna sie od obrazków z wykorzystaniem znaków w PJM, czyli od pojedyńczych słów. Przedstawiła przykłady, które skutecznie SJM może namącić w głowach Dzieci. M.in. Przykład ze zdaniem "Mama pije mleko" czy też "Kot pije mleko". Gdzie różnica jest w czasowniku PIĆ. W SJM słowo "pić" ma jeden znak (tj. trzyma się jakby szklanke i podnosi sie do ust), natomiast w PJM "pić" ma różne znaki, w zaleznosci od tego "kto" co pije, bo jeśli Mama, to normalne, ze znak będzie tak jak przedstawiłam w nawiasie w SJM. Z kolei jesli Kot, to jak? Kot niby też złapie za szklankę i podniesie do swojego pyszczka? Prawda, ze widać różnicę? Były też inne przykłady, które podała, ale zwyczajnie nie pamietam, tyle ich było, że w pamięć zakodowały mi sie te dwa zdania tylko :)

Następnie wykładała mgr Agnieszka Klimczewska. No więc? Co Głusi wiedzą o swoim języku? A w związku z tym i o swojej Kulturze? Uświadomiła nas, ze w głównej mierze, Głusi tak naprawdę niewiele wiedzą jak wyglada historia PJM. Szczególnie dołujacy jest fakt, iż panuje dominacja SJM nad PJM; a najgorsze w tym wszystkim jest to, że sami Głusi nie widzą praktycznie zadnej różnicy miedzy obiema językami. A jeśli już, to odnoszą przekonanie, iż PJM jest gorszy od SJM ! (o zgrozo !) I w ten sposób powielają mity, sami dokładajac najprzeróżniejsze wersje, sami nieświadomie "zniekształcają" obraz PJM ! (do licha !). W prezentacji wykorzystała wypowiedzi różnych ludzi, z różnych źródeł. Była tam też krótka notka, o tym jak bohaterka owej notki opisała, gdzie jest jej miejsce i jak tam doszła. Mniej więcej tak to brzmiało: Słuch straciła w dziecięcym wieku, miała niewielki kontakt z niesłyszącymi, JM uzywała bardzo sporadycznie, wręcz się tego "wstydziła". Dopiero po/przed (?) maturą zaczęła głębiej wchodzić w Świat ludzi Niesłyszących, i dzis z dumą moze powiedzieć "jestem Głucha". PPA pod koniec wykładu opowiedziała krótką historię jak to spotkała młodą dziewczynę 19-letnią, która mając Głuchych Rodziców, sama posługuje się PJM, i (!) chciałaby się uczyć tego języka od Niej samej. Zdziwienie.. i padło pytanie "Ale po co? Przecież Ty posługujesz sie Nim lepiej ode mnie"; odpowiedź "ale praktycznie nic nie wiem o jego powstaniu, pochodzeniu, jego historii"...

Mgr Anna Gronowska w swoim temacie przedstawiła jak może wyglądać poczatek życia Dziecka Głuchego, gdy zaakceptują stan rzeczy i się zdecydują na JM. Kiedy Słyszącym Rodzicom rodzi się Głuche Dziecko, automatycznie przyprowadzają do Nich konsultanta (opiekuna?), który przedstawia Im jak przebiega edukacja i rozwój Dziecka Gluchego, kiedy jego pierwszym językiem jest JM. I uwaga ! Konsultant/Opiekun (?) musi być Głuchy ! Tak tak, ponieważ na swoim przykładzie będzie mógł przekazać pełny obraz. W tym czasie kiedy Dziecko uczy się JM, również tego samego jednocześnie uczą sie Rodzice (czyż to nie wspaniałe?). Po przedstawieniu wszystkich punktów i szczegółów, Rodzic ma prawo wyboru, i sam zdecyduje co wg Niego będzie dobre dla dziecka. Czy zdecyduję się na naukę JM dla swojego potomstwa czy też obierze inną drogę...

Przedstawiona poezja w PJM przez mgr Małgorzatę Bielak była niasamowita.. Tak bardzo piękna, ze trudno opisac ją słowami. Dla przykładu pokazała alfabet od A do Z z udziałem kilku osób, gdzie A to pobudka, a Z jest snem; natomiast miedzy A a Z wykonywane są różne czynności jakie wykonuje człowiek w ciagu dnia. To było niesamowite.. Albo poezja w wykonaniu Gronowskiej pt. "Ksiązka - Przyjaciel" (czy jakoś tak?). Dowiodła, ze poezja w PJM jest mozliwa ! Cudnie cudnie :D

Mgr Marek Lasecki - On to dopiero się rozpędził :P co chwila migały na ekranie szkice, rzeżby, malowidła, obrazy, ledwo co nadązyłam za oglądaniem, czytaniem nazwisk, a co dopiero jego przekazem w PJM :P

Savoir-vivre przekazała Nam Małgorzata Bielak. Wyłuszczyła wyraziscie co wypada robić, a czego nie. Jak się zachować prawidłowo i z "gracją". W którym momencie jest przegięcie i kiedy taki postepek uznaje się za chamskie, niekulturalne zachowanie. Zasypała Nas wieloma przykładami, m.in. np. kiedy rozmawiamy, kontakt wzrokowy jest niezbędny, by utrzymać i rozwinąć temat/dyskusję. W przeciwnym razie, nadawca moze poczuć się zignorowany/olewany, kiedy odbiorca nie skupia całej swojej uwagi na rozmówcy, a oczami lata gdzieś poza. Albo jak się jest w duzym gronie i ktoś ma "otwarty" rozporek, to zeby delikatnie dać do zrozumienia, zeby zapiął :P I wiele takich tam :D

Po Konferencji, wszyscy udaliśmy sie do BUW HulaKula. Poznawało sie to nowych Znajomych (wyobraźcie sobie, że dopiero w Huli ja MysięPysię poznałam (żal żal, dopiero ?! :/), Billa poczatkowo pomyliłam ze Zmorą :| no co? w końcu ten ma okualry i ten, no co? :P kiedy później zorientowałam swoją pomylke, myslałam, że sie zapadnę pod ziemie. Na szczęscie Zmora ma niesamowite poczucie humoru, wiec tak nieprzyjemnie nie było, a wręcz wesoło :D Billa dopiero później poznałam, miał te swoje pomarańczowe korki na uszach (udawał głuchego? :P) potrajkotało się z Sowkociną, Nerenką, Molly. Z Bartoszem sie troche podroczyło :P Z Patchem, o dziwo !, się dobrze rozmawiało (na moje argumenty odwalał czasem jęzora, haha, pozdrawiam serdecznie :D).. Koniec imprezy i hajda do Internatu.

Drugi dzień Konferki. 9 marzec.
No nie powiem, wstałam na 20 minut przez rozpoczęciem konferki :P ale zdazyłam, ufff.. i zajęłam miejsce za Szwagiereczkiem i obok Bartosza, aajj :D

Zaczyna się...
Program na 9 marca:
Olga Szurik "Głusi na studiach"
Kamil Noworyta "Moc Głuchych - Hiszpania"
mgr Tomasz Świderski "Tłumacz SJM czy PJM. Refleksje w świetle indywidualnych doświadczeń niesłyszących"
Agnieszka Siepkowska "Sekcja Młodzieży - plany i załozenia"
mgr Joanna Łacheta "projekt ustawy o PJM"
film artystyczny "Serce"
dyskusja i zakończenie


Olga Szurik przedstawiła Nam wyniki ankiety, w której udział brali Głusi Studenci.

Wykład Kamila Noworyty polegał na wyjasnieniu nam faktów, jak sprawa się ma w Hiszpanii. Jak tam Głusi zyja i jakie maja prawa. M.in. szczególny punkt był, iż IMPLANTOWCÓW nie nalezy odrzucać, są również Głusi, mimo, że posiadają inną technologię.

Bardzo ciekawy temat poruszył też mgr Tomasz Świderski. Tak przejrzyście i czysto przedstawił nam różnice miedzy tłumaczem PJM a tłumaczem SJM, iż nie ulega wątpliwości, że potrzebny nam jest zdecydowanie tłumacz PJM, ponieważ przekaże Gluchym pełny obraz tego co otacza rzeczywistość wokół nas. Nieważne czy to w sądzie, czy u lekarza, czy w TV, czy gdzie indziej. Chodzi o pełny, przejrzysty, zrozumiały przekaz, w którym Głusi nie odczują, ze pomijane są jakieś ważne sprawy ! Poruszył również wazną kwestię. Otóż wiekszośc tłumaczy IGNORUJE Głuchych, przez co Głusi czują sie z tym bardzo źle ! Przykład? Choćby sytuacja w przychodni: u lekarza jest tłumacz i Gluchy; lekarz wyjasnia coś tam tłumaczowi, Głuchy w tym czasie czeka; lekarz właśnie poszedł/przyjął nowego pacjenta, w w tym czasie tlumacz przekazuje treść Głuchemu; i Głuchy jest bezradny ! Bo kiedy chciałby o coś zapytać, to nie moze, bo lekarz już zajęty, albo sobie poszedł, albo jeszcze coś innego. Prawidłowo w tym samym czasie tłumacz powinien słuchać co mówi lekarz i jednocześnie przetłumaczyć w JM dla Głuchego całą treść ! Tak, zeby Głuchy był ze wszystkim na bieżaco, absolutnie nie może być mowy o tym, aby był pomijany ! To niedopuszczalne ! Bo przecież to o Niego chodzi, no nie?! Sporo było podobnych przykładów. Ale ten szczególnie zapadł mi w pamięci :)

Mgr Joanna Łacheta na tablicy ujawniła nam częściową treść jak wygląda treść ustawy, ale zanim nam pokazała, opowiedziała jak wyglądały przygotowania do uznania PJM przez sejm/rząd (?), i w jaki sposób doszło do jego przerwania, a wszystko za sprawą zmiany rzadów :> po expose przemiera Tuska prace zostały wznowione i... trzymajmy gorąco kciuki. MUSI się udać !

Po ostatnim wykładzie obejrzeliśmy film pt. "Serce". Był niesamowity. Ja osobiscie po obejrzeniu, doznałam lekkiego szoku, takiej lekkiej traumy, nie umiem wyjaśnić dlaczego..

Konferencję zamykał występ chłopaka (imienia i nazwiska nie pamiętam :P) pt. "Fryzjer". Był tak niesamowity w swoim przedstawieniu, ze słychać było, juz na samym końcu, wokół rozbawiony śmiech na auli :D a trzeba przyznać, ze poironizował sobie z Głuchych, i to nie byle jak ! :D

Najbardziej szczególnym momentem po wykładach były dyskusje. Wiele osób, od rocznika starszej daty po młodsze pokolenie, wchodziło na scenę i dzieliło sie z Nami swoimi odczuciami, wrażeniami, marzeniami i.. swoimi wizjami, jak wg Nich moze wygladać niedaleka przyszłość; jak dopiero na konferce zrozumieli na czym polega różnica między PJM a SJM (wielu przyznalo, ze tej różnicy po prostu nie dostrzegało !); Misiapysia już na samym końcu pieknie przedstawiła przykład z pięscią, palce można złamać, ale kiedy ta ręka zamienia się w pięść, tkwi w nim siła i trzeba to wykorzystać ! Po Jej występie dr Tomaszewski odwołał się do jej słów i dodał, ze mamy dwie ręce - jedna przemienia się w pięść, druga w pięść i ze zdwojoną siłą możemy otworzyć wszystkie te drzwi, ktore zostały dla nas zamknięte, a które mogą się otworzyć ! Potrzeba tylko siły Nas wszystkich !
Zdołamy pokonać? PEWNIE, ŻE TAK !! Razem zdziałamy wszystko !
Koniec konferencji, pożegnanie ze Znajomymi i jazda do domu !


Co mi Konferencja dała?
Co uświadomiła?
Jaki cel przedstawiła?

Dużo dała.. Wyszłam z Niej z wiekszą wiedzą.. Bogatsza w informacje, o których pojecia nie miałam. To był RAJ na ziemi... Cieszę się również z tego, iż uświadomiono Głuchym w tak wyrazisty sposób, że są KIMŚ i mogą naprawdę baaaardzo wiele zdziałać. I to nawet bez koła ratunkowego jakim jest pomoc Słyszacych. Tego koła, który, owszem, rzuca się na ratunek "tonącemu", ale jakby sie przyjrzeć uważnie, dojrzeć można czy jest ono całe czy też... przebite dziurami. Przede wszystkim wyłuszczono w tak niesamowity sposób, gdzie większosć prelegentów podkreśliła, że potrzeba Głuchym umiejętnego zjednoczenia się ze wszystkimi Głuchymi, mądrej współpracy z Nimi, by później móc pełną piersią i bez wstydu, wszyscy razem, chórem, krzyczeć, że mamy głos !
Praktycznie każdy dawał do zrozumienia, że mozemy coś zdziałać, że Głuchy ma swoją wartość, tylko nie można w żadnym wypadku dać się zawładnać przez tych, którzy uważają, że mogą/a wręcz muszą decydować za Nas, bo rzekomo lepiej wiedza co dla Nich dobre, a co nie... W końcu przez lata społeczeństwo tak się przyzwyczaiło i wpajało Głuchym, że owszem tez są ludźmi, ale (!) to kategoria gorsza. Ot, co, odrzutki społeczeństwa, których umieszcza się na marginesie... Czy tego Głusi chcą? NIE !

Ktoś (chyba Margolcia) podkresliła, że jesli nie zawalczymy o swoje, nic w tym kierunku nie zrobimy, to musimy się liczyć z konsekwencjami, jakim jest śmierć PJM, "wynarodowienie" KG, a w związku z tym "huśtawkowa" przyszłość Nas, Gluchych..

Ja osobiscie, wierzę, ze do tego nie dopuścimy. Tylko wpierw musimy zacząć od Siebie. I od uświadomienia sobie, że naprawdę jesteśmy KIMŚ, nieodłączną częścią tego szalonego świata.

Dziękuję, ze mogłam być Świadkiem tego przedsięwzięcia. Oraz, gratuluję z całego serca Organizatorom, pomysłodawcom i Ludziom, którzy przyczynili się do otwarcia Konferencji "GMG - Głusi Mają Głos" (i dopisek "przebudzenie" też). Idea była trafiona w dziesiątkę.

:D

misiakowna 2008-03-12 15:21:07 skomentuj (2)
Między dwoma Światami...

"Tak jak mówiłam, tak więc sie do tego opisywania (?) zabieram, choć musze przyznać, ze niechętnie to robię. Nie mam zwyczaju o sobie pisać, ba! wogóle to o sobie nie lubię mówić. No ale, robie wyjątek, na Twoja prośbę ;)

A więc od czego mam zacząć? Siebie opisywać nie będę - wiem, ze jesteś skłonny mi to wybaczyć, haha :P Ale jeśli istotne jest jak mi się zyje, to zyje mi sie chyba dobrze. Kazdy ma tam swoje wzloty i upadki. Dni, w których moze sobie ponarzekać, i wszystko wskazuje na to, ze pod tym względem nie różnimy sie od Innych, ot co, huśtawki nastrojów też się nas trzymają :P

A wiec... jedziemy !

Rodzice Głusi, Braciak od urodzenia też Głuchy. Jedynie ja się wyłamałam, no ale niestety, parę lat po moich narodzinach i ja dołączyłam do grona osób będących częścią Świata Ciszy. I od tamtego feralnego dnia, poruszam się po Dwóch Swiatach... Nie wierzę, ze to przeznaczenie, że tak musiało być, ze taki los był zapisany w moich kartach. Bo bycie postrzeganym jako osoba niepełnosprawna NIGDY ale to PRZENIGDY nie może się zwać PRZEZNACZENIEM. NEVER !! Bo czy moze...?

Mówią ludzie, ze mam ogromne szczęscie, że wogóle jeszcze coś słyszę. Że bez aparatów mogę usłyszeć głośne skrzypienie drzwi, głosny gwizdek wydobywający sie z czajnika, denerwujące gadanie ojca z rana, kiedy spię, by mnie obudzić. To irytujace, ale też jednoczesnie i miłe, nie przeczę, że wogóle jakiś dźwiek łapię bez uzycia tej małej technologii... jednak wolałabym by wsio bylo inaczej, ale jest jak jest... i co? I brnę dalej...

Natomiast kiedy tylko założe na swoje uszy te aparaty... automatycznie staję się jedną z reszty ludzi funkcjonujacych po świecie. I tylko jedno potknięcie sprawia, ze przypomina się fakt, iż nie jestem jedną z osób słyszacych. Automatycznie się blokuję... Bo jak można usłyszec coś co nie jest dla mnie słyszalne?

Nie powiem, ze poruszanie się pomiędzy Światem Głuchych a Swiatem Słyszacych nie nalezy do przyjemności. Dobrze jest wiedzieć jak funkcjonują te oba światy, jednak bliższy memu sercu jest... no własnie. Jaki Świat? I w pierwszym mam swoich Bliskich i w Drugim również mam Przyjaciół, których za nic w świecie nie chciałabym stracić. Wśród nich czuję się w pełni Sobą. Tylko... każdy z nich troche inaczej funkcjonuje. Póki co, silnie się z nimi utożsamiam, ale dobrze mi na krawędzi dwóch światów...

Ale czym się różnią te oba światy? Niby niczym. W jednym i drugim jest nietolerancja, jak również i chamstwo i radość i płacz i przyjaźń i miłość i te inne rzeczy, które sa nieodłącznym elementem w zyciu każdego z nas... Różnica jest tylko w ciszy, czego w dominujacym swiecie tego nie ma w nadmiarze...

Przyzwyczaiłam się - tak, to prawda. Ale nie zaakceptowałam do końca tego stanu rzeczy. Nie mogę i nie potrafię. Co więcej, nie umiem też jazsno powiedzieć co jest moim światem i jaka jest moja tożsamość.

Niewątpliwie musze przyznać, ze to jak żyję, jak się poruszam w tym świecie i jak funkcjonuję ma wpływ na to, ze osiągnęłam tyle ile zdołałam osiagnąć. Drogi jakie pokonałam nie należa do łatwych, ale i też zdaję sobie sprawę, ze wiele jeszcze przede mną. Bo czy można przewidzieć, co będzie jutro?"



To było ponad rok temu. Majl, który wysłałam niedoszłemu... Księdzu (bynajmniej tak mówił), na jego prośbę, abym przedstawiła mu świat moimi oczami. I przedstawiłam...

Dziś z perpektywy tylu miesięcy, postrzegam już na to wszystko nieco inaczej troszeczkę. Nie pozbyłam się uczucia, ze muszę, a wręcz jest dla mnie konieczne balansowanie między Ciszą a Dźwiękiem. Dlatego też doceniam wszystko co mnie otacza.

Sprawa ma sie podobnie z ludźmi, tyle, ze ludzie... No cóż, sa różni. Dla słysząch - jestem głucha, dla głuchych - słysząca. Dla Sis, jestem taka półCODA, he... Pytanie gdzie moja tożsamość, skoro każdy z nich przypisuje mi inną etykietę? Odpowiedź przyszła niedawno.

Ni to Głucha, ni to Słysząca, ni to Coda...



Jestem Misia.
To moja tożsamosć.
I dobrze mi z tym :)
 
misiakowna 2008-02-29 23:59:46 skomentuj (0)